poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Na gorąco - z lubelskiej giełdy staroci

Ostatnia niedziela miesiąca to czas dla miłośników przeszłości, wielbicieli staroci. Uwielbiam te spacery po Starym Mieście , wśród starych kamienic pomiędzy tymi wszystkimi cudnymi rzeczami.
Wczoraj zabrałam ze sobą aparat,więc dziś będzie dużo zdjęć.
Przenieście się tam ze mną :))


Spodobała mi się ta bavarska kura, ale cena była odstraszająca -300 zł.







Stare gazety - fajnie byłoby mieć te wszystkie Przyjaciółki:)
Tylko gdzie je przechowywać?







Dużo rzeczy umknęło mojej uwadze i odkryłam je dopiero na zdjęciach.



Dużo tekstyliów, przypuszczam , że większość z second hand'u, 
rozpoznałam niektóre materiały angielskie:


Charakterystyczna seria z Wedgwood (niebieskie filiżanki), spotykana prawie na każdym stoisku z porcelaną.



 Ogólnie mebli było mało


Wpadli mi w oko panowie : Flip i Flap
oraz uroczy Chaplin z laseczką



 Dużooo przeróżnych figurek. Dla każdego , w różnych stylach -porcelanowe , biskwitowe, z terakoty
i z gipsu.




piękna seria Rosenthal


 ta sówka kosztowała 70 zł, ma około 80 cm




 Porcelanowy misz-masz.


Najfajniej się grzebie w takich pudłach, można znaleźć prawdziwe skarby za małe pieniądze:)






Rękodzieło z Białorusi. Ludowe wytworki.Wszystkie lale wypełnione suszonymi ziołami .
Z Paniami nawiązałam bliższy kontakt, na pewno jeszcze się spotkamy.






 Nie znalazłam ani jednej rzeczy z serii V&B Botanica, a tak miałam nadzieję coś trafić.





 Jeszcze jedno stoisko z Białorusi. Technika bardzo mi bliska , a'la Tilda.Porozmawiałyśmy trochę o szyciu.
Na Białorusi takie rękodzieło jest teraz bardzo modne . W każdym domu maszyna do szycia .Materiały mają zdecydowanie tańsze. Metr dobrego gatunkowo lnu kosztuje u nich około 12 zł. W czasie naszych pogaduszek przyczepił się do mnie pijaczek z prośbą o wsparcie finansowe na zakup alkoholu. Moja odmowa, jakoś go nie przekonała. Był tak natrętny, że byłam zmuszona postraszyć go  nieistniejącym gazem łzawiącym w mojej torebce i dopiero wtedy odszedł w siną dal.




Na koniec ten pewnie Wam znany motyw shiluouette na jednym z murów kamienicy, ktoś chciał chyba ukryć brzydki napis.O:)

Z kiermaszu przywiozłam kilka fajnych rzeczy. Postaram się w najbliższym czasie dodać zdjęcia.
Muszę zrobić małą sesję.

Tymczasem pozdrawiam !
Buziaki!

12 komentarzy:

  1. ależ Ci zazdroszczę! i dziękuję za relację:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam kilka razy na tym kiermaszu i zawsze zachwycała mnie porcelana i stare skrzynie pięknie zdobione, szkoda że takie drogie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście ogólnie drogo. Drożej, niż w klamociarniach.

      Usuń
  3. pare zeczy mi sie spodobaly.na zdjeciu 9 i 11 te obrazy!!beata,jedz tam jeszcze raz!!;-) pa siostra kasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawy reportaż z cudownego miejsca.To stała pozycja w atrakcji miasta czy tak jakoś okazjonalnie? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co miesiąc, w ostatnią niedzielę.

      Usuń
  5. Super wycieczka. Uwielbiam takie klimaty.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. fantastyczne miejsce .tyle rzeczy ze az oczka bola

    OdpowiedzUsuń
  7. OOOO I MASZYNA DO PISANIA...NAWET NIE CHCĘ WIEDZIEĆ ILE KOSZTOWAŁA:)))))...PIĘKNY TARG...ZAZDRASZCZAM:))))..ŚLICZNY MASZ BANEREK:)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowne miejsce. Szkoda, że u mnie takiego nie ma, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale jarmark! uwielbiam takie ,można się obłowić.

    OdpowiedzUsuń

Witam w moim świecie☺
Jestem ciekawa Twoich wrażeń.